„Przyjedź koniecznie. Będzie trochę towaru dla kolekcjonerów. Może kupisz od nas śmigłowiec, pelotkę, albo chociaż radiostację...” – Tymi słowami Zdzisław Czekierda, Rzecznik Prasowy Agencji Mienia Wojskowego, zapraszał mnie na pięćsetny, jubileuszowy przetarg, który 18 czerwca b.r. zorganizowano we wrocławskim oddziale terenowym AMW.

Przetargowa atmosfera jest gorąca za sprawą pogody i kupujących. Na sprzedaż wystawiono 80 pozycji różnorakiego sprzętu. Oczywiście w ofercie przeważają samochody ciężarowe, autobusy, koparki, spycharki i cysterny, ale są trzy pozycje, którym w nawiasach dopisano: wersja dla kolekcjonerów. Może to niezbyt fortunne określenie, ale wszak chodzi o czytelność przekazu.

Wystawiony sprzęt jest w dobrym stanie, a moje pytanie, czy znajdzie się ktokolwiek zainteresowany zakupem, spotyka się z zapewnieniem, że co jak co, ale egzemplarze kolekcjonerskie na pewno znajdą nabywców.

Wreszcie prowadzący przetarg ogłaszają go za otwarty. Kilka ciekawych przebić sprzętu potrzebnego w niejednej firmie i nadchodzi czas śmigłowca. Tylko jedna osoba wpłaciła dziesięcioprocentowe wadium i z braku konkurencji ma prawo nabyć śmigłowiec za cenę wywoławczą. Prowadzący doskonale podgrzewający przetargową atmosferę zachęca jednak do podbicia ceny i o dziwo jego prośba spotyka się z odzewem ze strony starszego pana, który podbija cenę wyjściową o 500 zł, a później jeszcze raz, o kolejne 500 zł, kupując śmigłowiec za 21 tysięcy złotych.
 

Nabywcą jest pan Henryk Janecki, którego zdążyłem przepytać w kilka chwil po zakupie.

- Dlaczego kupił pan śmigłowiec ? Słyszałem, że strasznie panu na nim zależało, ludzie żartowali, że postawi go pan u siebie w piaskowni...
- Zależało ? To za mało powiedziane. Tak się napaliłem na ten śmigłowiec, że całą noc nie spałem. Byłem pewien, że ktoś sprzątnie mi go z przed nosa, ale udało się i teraz cieszę się jak dziecko.
- I co pan zrobi z takim nabytkiem ? może to pierwszy eksponat do jakiegoś militarnego skansenu ?
- Skansen to za mocno powiedziane. Na razie to tylko namiastka. Mam piaskownię w Rolantowicach pod Wrocławiem i w przyszłości może rzeczywiście będzie to coś na kształt skansenu, ale na razie trudno to tak nazwać, bo oprócz tego śmigłowca mam jeszcze tylko dwie, wysokie na 30 m, wieże radarów. Śmigłowiec nie może latać, ale tak sobie myślę, że jego miejsce jest w powietrzu, dlatego prawdopodobnie wyeksponuję go zawieszając na rozpiętych stalowych linach.

Pan Henryk powędrował dalej, zapewniając, że wcale dużo nie zapłacił, bo był przygotowany nawet na 30 tysięcy złotych, a ja wróciłem na plac przetargowy, gdzie już trwał bój o armaty.
Tutaj już nie było tak łatwo, bo na obydwa egzemplarze ostrzyło sobie zęby aż trzech zawodników. Jednak bezkonkurencyjna okazała się firma PHU „Elmar” z Kościana, reprezentowana przez pana Mariusza Ratajczaka, który zapłacił 4000 zł za armatę dywizyjną i 5950 zł za armatę plot.

- Proszę powiedzieć dlaczego przedsiębiorstwo handlowo-usługowe kupuje armaty - zapytałem pana Ratajczaka.
- Cóż, to nie jest nasza podstawowa działalność. Firma zajmuje się skupem złomu, usługami dźwigowymi i kasacją pojazdów, a armaty to taka kolekcjonerska działka. Często robimy zakupy w AMW związane z podstawową działalnością firmy i niejako przy okazji kupiliśmy śmigłowiec MI-2, SKOT-y oraz BRDM-y, którym w naszych rękach na pewno nie grozi żadne niebezpieczeństwo.
- Czy możemy już mówić, że w Kościanie powstaje ogródek militarny ?
- Właściwie tak. Wprawdzie siedziba firmy znajduje się w centrum miasta gdzie z wiadomych względów nie ma miejsca na ekspozycję, ale mamy dobrą działkę przy obwodnicy. Każdy, kto będzie jechał z Wrocławia do Poznania na pewno zobaczy naszą kolekcję.
- Która, mam nadzieję, będzie się powiększać ?
- Na pewno dalej będziemy kupować taki sprzęt jak dzisiaj. I już teraz zapraszam do odwiedzin.

Przetarg jeszcze trwał, ale w ofercie nie było już nic, co mogłoby zainteresować kolekcjonerów. Był za to na jubileuszu vice prezes AMW pan Henryk Grobelny, którego zdołałem przepytać na okoliczność ofert kolekcjonerskich.

- Panie prezesie, pojawił się nowy aspekt działalności AMW, czyli oferta dla kolekcjonerów, czy to ważna część działalności agencji ?
- Agencja zajmuje się przede wszystkim sprzedażą mienia wojskowego, a ostatnio także przygotowaniem przetargów na nowe uzbrojenie dla armii. Sprzęt dla kolekcjonerów, to ukłon w stronę sprzętu, który wiernie służył w wojsku polskim, a dzisiaj przez wielu hobbystów jest traktowany jako zabytek, który może stać się ozdobą kolekcji.
- Dzisiaj były dwie armaty i śmigłowiec, ale zdarzają się też czołgi T-34 i T-55, działa bezodrzutowe moździerze i pepesze. Te ostatnie wzbudziły ostatnio sporo kontrowersji, bo AMW nie mogąc sprzedać ich w Polsce wyeksportowała część do USA i Czech.
- Tak. Bardzo nad tym ubolewam, że nie możemy sprzedać pistoletów maszynowych na krajowym rynku. Niestety ustawa o broni i amunicji jest bardzo rygorystyczna i kolekcjonerzy zachodni mają w tym przypadku dużo łatwiej. Dążymy do zmian, ale zapewne doskonale zdaje pan sobie sprawę jak długi i skomplikowany to proces. Pozostaje mieć nadzieję, że szybciej zmieni się ustawa niż my sprzedamy wszystkie peemy. Kolekcjonerzy mogą być spokojni, bo w naszych magazynach czeka jeszcze 43000 sztuk tej broni, a tego nie wchłonie nawet największy zachodni rynek kolekcjonerski.

Pozostaje prezesowi i kolekcjonerom życzyć szczęścia, bo w Polsce dużo łatwiej jest kupić cały potężny fort niż jedną, pozbawioną cech używalności pepeszkę, ale to już zupełnie inny temat.

Tekst i zdjęcia: Radosław Biczak

 


 
Niebawem  |  Archiwum  |  Książki  |  Gdzie kupić  |  Reklamy i Ogłoszenia
  Zamówienia  |  Home  |  O firmie  |  Stopka