Kilka słów wstępu czyli giełdy na Zachodzie

 

W zachodniej części Europy giełdy kolekcjonerskie organizowane są najczęściej pod dachem, w rozlicznych istniejących tam halach ekspozycyjnych, hangarach lotniczych itp. służących również rozmaitym imprezom targowym. Kolejnym atutem tych imprez są ściśle określone godziny wstępu. W Belgii na przykład giełda w Arlon działa tylko w niedzielę (jeden dzień) i trwa od 9.00 do 13.00. Jednak optymalny czas trwania imprezy (dwudniowej) to system przyjęty w Niemczech, gdzie giełda rozpoczyna się o godzinie 10.00 i trwa do 18.00, kiedy to wszyscy spokojnie wychodzą i następnego dnia spotykają się ponownie. Cały dzień przed udostępnieniem hal dla zwiedzających (kupujących) przeznaczony jest dla wystawców mogących spokojnie rozłożyć swoje stoiska. U nas tego typu zabiegi nie są konieczne gdyż liczba wystawców w Europie zachodniej jest nieporównywalnie większa, a hale w których organizuje się giełdy mają zazwyczaj powierzchnię kilku tysięcy m² i są szczelnie zapełnione boksami. O zapleczu gastronomicznym, sanitarnym i wszelkich innych udogodnieniach jak chociażby parkingi nie wspominam. Jak to wygląda u nas ?

W Polsce, poza nielicznymi małymi, lokalnymi giełdami kolekcjonerskimi odbywającymi się w osiedlowych, dzielnicowych lub miejskich domach kultury, wszystkie duże imprezy tego typu organizowane są na wolnym powietrzu. Oczywiście nie ma ustalonych godzin trwania giełd, do tradycji należy zatem wyścig wśród stoisk z latarkami, około trzeciej nad ranem (w zimie potrafi być -20ş C) w poszukiwaniu ciekawych przedmiotów. Często brakuje należycie urządzonych i wyposażonych sanitariatów. Na zaplecze gastronomiczne nie można raczej narzekać, kiełbasę i szaszłyk można zjeść na wszystkich imprezach plenerowych.

Jak jest ....

(czyli Warszawska Giełda Staroci na Kole)

Scenariusz pierwszy: Lato (lipiec) - ładna pogoda

Około godziny 11.00 temperatura na betonowym placu przekracza 30º C. Dobrze jeśli wieje wiaterek, chłodzi, ale niesie ze sobą masę pyłu i piasku zasypującego towar wyłożony na stoiskach. Przedmiotów metalowych nie można wziąć do ręki. Są bardzo rozgrzane i wręcz parzą. Z mebli odchodzi fornir, rozpuszcza się politura. Klientów jak na lekarstwo, zamiast pocić się na Kole, jadą nad wodę ...

Scenariusz drugi: Pozostałe pory roku - pogoda obojętna (nie pada)

 

Dużo wystawców (tak dużo, że się wręcz nie mieszczą na placu), dużo klientów. Wszyscy zadowoleni.

Scenariusz trzeci: Pozostałe pory roku - deszcz (w zimie - śnieg)

Kupcy przyjeżdżają do Warszawy na targ na Kole, powiedzmy z Legnicy (400 km) i powiedzmy, że z meblami. Rozkładają towar (o ile ne zaczęło padać wcześniej), po czym odczekawszy kilka godzin w strugach deszczu (analogicznie podczas zamieci śnieżnej w zimie) pakują towar przesypiając popołudnie i noc w samochodach licząc na poprawę pogody w dniu następnym. Jeśli sytuacja pogodowa nie ulega zmianie scenariusz powtarza się z tym, że około 13.00 następnego dnia pakują się na “amen” i wracają do domów. O wynikach sprzedaży nie wspominam, wiadomo, jak pada, każdy potencjalny zainteresowany zamiast łazić na bazary i moknąć siedzi w domu i ogląda TV. Mamy więc kupca, który przebył trasę 800 km (koszt paliwa), dwukrotnie zapłacił placowe - sobota i niedziela (na Kole sprzedaż mebli pociąga za sobą spory wydatek, placowe za samochód ciężarowy i wystawione przed nim meble kosztuje około 100.- zł dziennie) i wrócił do domu z niczym... No, czeka go oczywiście rozrywka czyli suszenie (często także naprawa) mebli.

 

 

Wpływ warunków atmosferycznych (nie tylko deszczu, ale także słońca, kurzu i pyłu) na przedmioty takie jak obrazy, papier (książki, dokumenty, mapy, fotografie), drewno (meble) jest znany i nie wymaga komentarza.

Czy kupcy chcą sprzedawać w takich warunkach. Obawiam się, że nie mają wyjścia, mogą sprzedawać na Kole albo wcale. Właśnie mają możliwość przeniesienia się w inne, na pewno lepsze miejsce.

Warszawska Giełda Staroci miała burzliwe losy. Początkowo organizowana była na małym placyku koło Zamku Królewskiego. Kolejne lokalizacje to stadion Skry (na giełdzie tej antyki miały swoje wydzielone, nieduże miejsce, resztę zajmowały tekstylia itp.), teren przy Wiśle na Marymoncie, Koło, później bazar przy ulicy Wolumen i ponownie Koło.

Od momentu ostatecznej przeprowadzki Warszawskiej Giełdy Staroci na targowisko Koło gdzie znajduje się obecnie, przyjeżdżający tam kupcy zmuszeni byli pogodzić się z panującymi tam skandalicznymi warunkami. Dwa lata temu przeprowadzono remont sanitariatu, tak że w chwili obecnej przypomina on szalet miejski, a nie jak poprzednio - budkę z serduszkiem.

Kierownictwo bazaru, mimo iż zdaje sobie sprawę z utrzymywania placu wyłącznie z Giełdy Staroci, jak dotąd nic nie zrobiło dla poprawienia warunków handlu (choć już ponad 15 lat temu opracowano projekt zadaszenia targowiska). Ostatnio ograniczono ilość dostępnego miejsca przeznaczonego do handlu likwidując stoiska umieszczone na chodniku, na zewnątrz bazaru. Tercet egzotyczny w postaci policjanta (pałka, kajdanki, miotacz gazu), strażnika miejskiego (wyposażonego w podobne akcesoria tylko nosiciel często w podeszłym wieku i nie ogolony) oraz pracownika agencji ochrony, atakował (bez przemocy rzecz jasna, sam widok oddziału specjalnego wystarczał) człowieka sprzedającego kran i gniazdko wykręcone klika godzin wcześniej z własnego lokalu mieszkalnego w celu zdobycia środków na napoje, zmuszając go do opuszczenia zajmowanego miejsca.

Obecnie (trzy tygodnie po inwazji) wokół bazaru na Kole kręcą się liczne patrole policji (chyba w sobotę i niedzielę nikt nie popełnia przestępstw i nie mają nic innego do roboty) pilnujące żeby nikt nie położył gazety na chodniku. Straż miejska robi swoje czyli zakłada blokady na koła samochodów (dodajmy, że około godziny 8.00 w promieniu 1 km od giełdy z braku miejsca nie da się już normalnie zaparkować), ochroniarze natomiast znikli jak kamfora (pewnie trzeba im płacić a PP i SM przeprowadzają pacyfikacje z urzędu).

Związek między pojawieniem się służb mundurowych i uruchomieniem konkurencyjnej imprezy w Broniszach wydaje się oczywisty. Byłoby niesłychanym zbiegiem okoliczności, żeby SM i PP pojawiające się dotychczas na Kole sporadycznie, rozpoczęły stałe, sobotnio-niedzielne patrolowanie tej właśnie okolicy ot tak, bez żadnej przyczyny.

W ten oto sposób usunięto stoiska z ulic Newelskiej i księcia Janusza, do wszechobecnego brudu dodając jeszcze ciasnotę. W zamian za to (a jakże, zabrali ale i dali) zdewastowano na siedem dni w tygodniu trawnik wzdłuż bazaru od ulicy Obozowej, udostępniając go do dwudniowego handlu. Zamiast na chodniku - handluj na trawniku ! Zresztą trawnik ten po dwóch giełdach przemienił się w łysą polanę, dodam dla niezorientowanych, że polana ta w dalszym procesie, po deszczu, zamienia się w rozmiękłe bajoro (mimo utwardzenia podłoża żwirem). Władze bazaru zaniepokojone pogłoskami o inicjatywie przeniesienie giełdy w inne miejsce, nadawały rozpaczliwe komunikaty przez bazarowy radiowęzeł dementując prawdziwe pogłoski o przenosinach giełdy. Sytuacja osiągnęła punkt kulminacyjny, kiedy w niedzielę 22.04.01 kierownik bazaru na Kole ogłaszał przez megafon podniesionym głosem, że “agitatorzy” (namawiający do przeniesienia się w nowe miejsce) zostaną usunięci siłą (!). Szwędającym się wszędzie policjantom groźby te nie wydały się niczym szczególnym (!!). Wczasach gospodarki wolnorynkowej, groźby nie są chyba dobrym rozwiązaniem. Czy aby na pewno tędy wiedzie droga do zatrzymania klientów ? Czy zamiast gróźb, nie można by obniżyć opłat za handel i obiecać zadaszenia terenu ? W końcu Giełda Staroci przynosi krociowe zyski, będąc jedynym czynnikiem powodującym, że targowisko “Koło” istnieje. Handel artykułami spożywczymi odbywający się tam w pozostałe dni tygodnia coraz bardziej kuleje, przyjeżdża coraz mniej sprzedawców, bywają dni, że na placu jest zaledwie kilka stoisk. Nie trzeba specjalnego wysiłku i znajomości matematyki, żeby policzyć, iż opłaty pobierane od handlujących antykami w jednym tylko miesiącu, wystarczyłyby na zadaszenie terenu (postawienie prostej konstrukcji stalowej - nikt nie oczekuje szkła i aluminium), a może także na remont nawierzchni.

 

Część kupców mających na Kole własne lub dzierżawione budki nie chce się przenieść. Czy w związku z tym wisi nad nami widmo dwóch równolegle odbywających się giełd, prowadzące do upadku obu ? Miejmy nadzieję, że nie. Myślę, że opozycja doceni zalety nowego miejsca i z czasem się przeniesie. Nadchodzi jesień, czas opadów. Być może będzie to czynnik, który ostatecznie przypieczętuje los Koła. Prawdopodobnie któregoś dnia mieszkańców okolicznych domów obudzi nie zgiełk giełdy, lecz chrzęst gąsienic spychacza, który w dwa, trzy dni przygotuje teren na Kole pod nowy, luksusowy biurowiec.

W niedzielę 22.04.01, spora część handlujących rozłożyła swe kramy w Broniszach (w tym samym czasie kierownik Koła groził “agitatorom” i dementował “pogłoski”) dlatego też,

 

 

choć z pewnością dżdżysta pogoda miała znaczenie, na bazarze przy ul. Obozowej widać było sporo wolnych miejsc. Wśród sprzedających na Kole nastroje były mieszane. Weekendowe opady przekonały wielu niezdecydowanych, którzy zadeklarowali swoją obecność w nowym miejscu już od najbliższej soboty. Trudno im się dziwić. Dlaczego ? Proszę obejrzeć minireportaż fotograficzny.

Wszystkie fotografie wykorzystane w materiale zostały wykonane w niedzielę 22.04.01

W czerwcu, dwa miesiące po napisaniu powyższego tekstu, sytuacja uległa zmianie o tyle, że w Broniszach zajęta jest już cała część hali wydzielona pierwotnie do handlu (widoczna na zdjęciach) oraz fragment pozostałej całości (mimo to, ze względu na rozmiary obiektu, zmieści się tam jeszcze całe Koło i kilka innych bazarów). Ponadto rampa ciągnąca się wzdłuż hali zapełniona jest stoiskami w 90% swojej długości. Na Kole natomiast jest coraz więcej wolnych miejsc, na plac można wjechać samochodem o dowolnej porze (nie trzeba przyjeżdżać w piątek żeby zająć miejsce), a na bramach pojawiły się tablice informacyjne o lokalizacji giełdy staroci w tym właśnie miejscu, zawierające adnotację “Reklamowanie konkurencyjnych imprez na terenie giełdy wzbronione”...

 

Niebawem aktualne zdjęcia z obu giełd !

 

Jak będzie ....

(czyli Warszawska Giełda Staroci w Broniszach)

Plusy

Po pierwsze - dach. Całkowite uniezależnienie od pogody. Nie będzie już wylewania wody z porcelany, okrywania folią mebli, suszenia (ewentualnie czyszczenia z kurzu i pyłu) wszelkich dóbr oferowanych do sprzedaży. Z organizacji Giełdy pod dachem wynika także zwiększony “ruch w interesie” zarówno dla sprzedających jak i kupujących mających pewność, że impreza odbędzie się niezależnie od warunków atmosferycznych.

Po drugie - powierzchnia hali przeznaczonej dla sprzedających antyki i starocie zapewnia dostateczną ilość miejsca dla wszystkich. Przestaje istnieć problem zajmowania miejsc przed świtem i błąkania się w godzinach późniejszych chętnych do sprzedania czegoś z błagalnym wyrazem twarzy (bo może ktoś ich przyjmie na swoje stoisko, lub udostępni skrawek miejsca obok). Nie będzie awantur, szarpaniny - “bo ja tu mam zajęte miejsce”.

Po trzecie- parking. Giełda w Broniszach ze względu na swoje rozmiary oferuje praktycznie nieograniczoną ilość miejsc parkingowych.

Po czwarte - opłaty za korzystanie z miejsca. Często kilkakrotnie niższe niż na Kole.

 

Minusy

Po pierwsze - oddalenie od centrum miasta. Zmotoryzowanym przejechanie kilku dodatkowych kilometrów nie zrobi różnicy (dojeżdżający z kierunku Poznania będą mieli kilka kilometrów bliżej), niezmotoryzowanym utrudni nieco dojazd (do Bronisz dojeżdża tylko jeden autobus - podmiejski 713, na Koło można dojechać kilkoma tramwajami i autobusami). Być może nie będzie to jednak przeszkodą, organizatorzy Giełdy w Broniszach obiecują wahadłowy, bezpłatny autobus, kursujący co pół godziny z Koła do Bronisz

Po drugie - nie wiadomo jak długo utrzymają się atrakcyjne ceny. Być może za jakiś czas opłaty zostaną znacznie podniesione, wtedy być może trzeba będzie szukać nowego miejsca.

Założenie i rejestracja Stowarzyszenia posiadającego osobowość prawną i reprezentującego środowisko antykwaryczne w rozmowach z zarządem giełdy w Broniszach, mogącego zawrzeć wiążącą umowę, dałaby gwarancje zarówno istnienia giełdy jak i utrzymania cen. Dotychczas pomysł ten nie doszedł do skutku, a wszelkie działania mają charakter spontaniczny, a nawet żywiołowy.

Prawdopodobnie pominąłem jakieś aspekty sprawy, jednak dla każdego jest chyba oczywiste, że mimo wszystko, przenosiny do Bronisz to krok do cywilizacji, pozostaje tylko go wykonać...

 

Do zobaczenia w Broniszach !

 

max

Ogólnopolska Giełda Antyków i Staroci w Broniszach

Położona na terenie Giełdy Spożywczej w Broniszach przy ul. Poznańskiej 98 zaprasza kupujących i sprzedających od dnia 21.04.2001 oraz w każdą następną sobotę i niedzielę.

Rynek wyposażony jest w dostateczną ilość miejsc parkingowych, całodobową gastronomię i pełną infrastrukturę sanitarną. Giełda odbywa się w hali i na terenie przyległym bez względu na pogodę. Teren do handlu i parkingi są utwardzone i oświetlone. Giełda Antyków w Broniszach położona jest przy trasie Warszawa - Poznań ok. 12 km od centrum Warszawy przy ul. Poznańskiej 98. Dojazd autobusem - linia 713.

Cennik opłaty pobierane są przy wjeździe i zachowują ważność przez 24 godziny. Następna doba pobytu na terenie Giełdy wymaga nabycia nowego biletu.

Sprzedający (parking + placowe):

Samochód osobowy - 12.- zł

Samochód do 1,2 T (w tym osobowy z przyczepą) - 25.- zł

Samochód 1,2 T - 3,5 T - 35.- zł

W ramach biletu wjazdu sprzedający otrzymuje powierzchnię handlowo-wystawienniczą - około 10 m²

Kupujący (parking):

Samochód osobowy - 5.- zł

Samochód do 1,2 T - 8.- zł

Samochód 1,2 T - 3,5 T - 12.- zł

 
Niebawem  |  Archiwum  |  Książki  |  Gdzie kupić  |  Reklamy i Ogłoszenia
  Zamówienia  |  Home  |  O firmie  |  Stopka